Association Polonaise des Auteurs, Journalistes et Traducteurs en Europe – Stowarzyszenie Polskich Autorow, Dziennikarzy i Tlumaczy w Europie – POLISH ASSOCIATION OF AUTHORS, JOURNALISTS AND TRANSLATORS IN EUROPE -POLNISCHER AUTOREN, JOURNALISTEN UND ÜBERSETZER VERBAND IN EUROPA – ПОЛЬСКАЯ АССОЦИАЦИЯ АВТОРОВ, ЖУРНАЛИСТОВ И ПЕРЕВОДЧИКОВ В ЕВРОПЕ

Pióro i obiektyw

AUTORZY

__________________________________________________________________
„Wiosenny poranek” – Aviva Shavit Władkowska

Na błękicie nieba
Zarys jeszcze gołych gałęzi
Tu i ówdzie niecierpliwe
Pączki listowia.
Pałacyk otoczony jeziorkiem,
W nim nad gąszczą drzew
Rozbawione kaczki
O zielono-fioletowych główkach
I poważne gęsiory
Z nagła ogłaszają coś
Wdziękiem trombonów.
Słońce grzeje coraz łaskawiej
Dodając kolory mono-chromowi,
Podkreśla biel brzóz,
Zieleń mchów, brunatną korę drzew.
Radość tego wiosennego poranka
Ogarnia przyrodę i zakrada się do serc

Gdy pod stopami cichy chrzęst
Złocistych jesiennych liści,
Które prztrwały zimę.

Kasteel d’Ursel
26.03.2011

Aviva Shavit-Władkowska jest znakomitą, niezwykle wrażliwą fotografką, która nieustannie, namiętnie łowi wszelkie drgnienia Piękna tego świata. Jest także poetką i uprawia poezję, którą nieprzypadkowo nazwać by można „fotograficzną”. Stąd statyzm i charakter reporterski, obiektywny jej poezji, która stroni od wszelkich procederów czysto poetyckich, jakie znamy z historii poezji. Ale jest to statyzm tylko pozorny. Bowiem tak jak wzbogaca swoje fotografie nieoczekiwanymi efektami, tak pozwala przelewać się swojej poezji poza ramy wiersza, by mogła tam dalej żyć i snuć swoją subtelną kądziel,
pobudzać wyobraźnię i medytację, odkrywać intymne światy. A jednak czasami
pojawia się u niej nostalgia rymu: te urocze wersy są jakby echem poezji poetek Skamandra – Pawlikowskiej i Iłłakowiczówny. Łączy przy tym swoje doświadczenia życiowe z bogatą, wielonarodową biografią. Na fali postmodernizmu poezja Avivy Shavit-Władkowskiej stanowi dokonanie niebanalne, przejmujące swym autentyzmem i godne uznania.

Krzysztof Andrzej Jeżewski

______________

„Dwie damy czyli cud nad Sekwaną” – Jakub Winnicki

Dodatek kulturalny nowego dziennika – grudzien 2011

_______________

„Polscy Francuzi”

Są przynajmniej trzy powody, dla których paryska wystawa „Polonia, Polacy we Francji od 1831 do 1981”, warta jest uwagi.
Po pierwsze, lubimy mówic o sobie. Po drugie, ciekawi jesteśmy jak się mówi o nas nad Sekwaną.Po trzecie, wystawa ta dość niespodziewanie wpisała się w okres politycznych sporów w aktualnym życiu politycznym Francji, gdzie populizm, ksenofobia i niechęć do emigrantów stały się tematem dnia i niebezpieczną zabawką wyborczą, pomimo iż co czwarty Francuz ma nie-francuskie korzenie !

Do tej pory monopol na ksenofobiczno-nacjonalistyczne hasła, włącznie z postulatem zakazu posiadania podwójnego obywatelstwa, miała skrajnie prawicowa partia Jean-Marie Le Pena.Prezydent Francji Nicolas Sarkozy, w poszukiwaniu nowego elektoratu na przyszłoroczne wybory prezydenckie, sprowokował ogólno-narodową dyskusję, o mglistych celach, na delikatny i skomplikowany temat « tożsamości narodowej ». I rozpętał burze. Efekt okazał się odwrotny od zamierzonego. Francuzi wyraźnie wolą orginal od kopii i lepenisci nadal rosną w siłę … Zło się dokonało. Dyskusje na temat emigracji, integracji i podwójnego obywatelstwa, o zalewaniu Francji biedotą z całego świata i rzekomo postępujacą islamizacją są odbierane jako swego rodzaju cios w plecy, w szczególności przez tak zwane «widoczne mniejszości», jak się tutaj nazywa pruderyjnie osoby o ciemniejszym zabarwieniu skóry.
Kozłem ofiarnym stał się emigrant, ten «inny», ten «obcy».
Aktualnie mieszka we Francji ponad milion osób pochodzenia polskiego, a w samym Paryżu ok. 150 tysiecy. Po raz pierwszy ma jednak miejsce wystawa na ten temat.Tak liczna emigracja od dawna na to zasługiwała. Tym tymbardziej, że historycy zgodni są co do faktu, że polska emigracja była dla Francji zjawiskiem nadwyraz korzystnym. Polska mniejszość narodowa nie tylko że ciężko i uczciwie pracowała ale też starała się jak najszybciej wrosnąć w nowy grunt. Wystawa w pełni to potwierdza.
Dlatego należy złożyć zasłużone gratulacje autorom wystawy za sam fakt jej zrealizowania i poniesiony wysiłek w zebraniu, nie zawsze łatwo dostępnych, informacji źródłowych.

Jednakże, siłą faktu, wystawa zmusza dzisiejszą kolonię polską, do zadawania sobie niewygodnego pytania : jakie jest nasze miejsce w tym kraju ? Unika, na szczęście, mdłych, banalnych i schlebiających Francuzom frazesów o bezinteresownej, obopólnej przyjaźni. Słusznie. Różnie przecież z tą gościnnosią i wolnością w kraju praw człowieka bywało…

Pominiemy znany nam dobrze okres Wielkiej Emigracji, kiedy Paryż stawał się powoli drugą stolicą Polski. Do tego okresu wystawa nic nowego nie wnosi. Przypomina tylko trudną sytuację uciekinierów politycznych, ograniczanych w swych prawach, włącznie z zakazem prowadzenia jakiejkolwiek działalności politycznej. Joachim Lelewel, który dla uslużnych wobec Rosji Francuzów był polityczną zawadą, został z Francji wydalony. Dla wielu wybitnych i wykształconych Polaków, zabrakło tu miejsca. Inżynier Ignacy Domejko wybrał Santiago w Chile, gdzie został rektorem tamtejszego uniwersytetu i ojcem górnictwa.
Nie dla wszystkich więc emigracja była romantycznym, wzniosłym okresem życia z nutką nostalgii w tle, zalewanej czerwonym winem w malowniczej, paryskiej kafejce… Dużo później, po wielkim kryzysie z 1929-go roku, nastąpiły masowe deportacje polskich robotników z kopalni potasu w Alzacji. W 1933 roku nie byli już mile widziani…
Wystawa w ciekawy sposób wskazuje na przyczyny masowej emigracji lat dwudziestych. Duża fala emigracyjna, bardziej natury gospodarczej niż politycznej, związana była ze złą sytuacją ekonomiczną Polski i z dużymi stratami ludnościowymi Francji w Pierwszej Wojnie Światowej, kiedy zginęło 1,5 mln Francuzów, a 4 mln zostało kalekami.
Skutkiem porozumienia francusko-polskiego z 1919-tego roku, wyjechało do Francji ponad 600 tys. ludzi. Tylko pomiędzy 1920 i 1923 rokiem aż poł miliona ! Polscy robotnicy znajdowali zatrudnienie głównie w górnictwie, hutnictwie, przemyśle tekstylnym i rolnictwie. Centralna Francja potrzebowała zaś przede wszystkim silnych kobiet do gospodarstw rolnych.
Dzisiaj trudno sobie to wyobrazić, ale mniejszość polska, druga co do liczebności po mniejszości włoskiej, otoczona była niechęcią i pogardą. Do dziś przetrwały obelżywe wyzwiska…
Odpychana, podtrzymywała polskie tradycje, zakładała polskie szkoły, sprowadzała polskich księży i uczyła swoją latorośl jak stać się dobrym Francuzem aby uniknąć tej samej, ciężkiej doli. Pacierza po polsku uczyły babcie…

Najcięższy los spotkał rozproszone geograficznie pomocnice domowe i chłopki z gospodarstw rolnych. Świeżo przebadane archiwa odkrywają ich los. Od samego początku dochodziło do nadużyć. W wielu wypadkach, dla zachęcenia, zaniżano zakres potrzeb i obowiązków. Dopiero po przyjeździe, kiedy roczny kontrakt już był podpisany i na powrót nie było ani pieniędzy ani odwagi, okazywało się, że trzeba doić dwanaście krów a nie trzy i że gospodarstwo liczy nie dwa a jedenaście hektarów… Odizolowane, często niepiśmienne, nie znające francuskiego, nie mające z kim porozmawiać po polsku, karane za ucieczkę, stawały się łatwymi ofiarami wszelkich nadużyć, z seksualnymi włącznie. Dochodziło do gwałtów, niechcianej ciąży… Rodzonym a niechcianym dzieciom nadawano nazwisko matki. Stąd wiadomo, że Jean Kowalska jest z «nieprawego łoża» …
Te wstrząsające dokumenty świadczą o osamotnieniu i biedzie polskich kobiet…Ale też o ich dzielności. Na ogół nie poddawały się i kontynuowały ciężką pracę. Miały wybór ? W Kraju bieda piszczała i nikt na nie nie czekał. Chyba że wrócą z oszczędnościami…

Równie interesującą nowością tej wystawy jest mało znana historia Tadeusza Olszańskiego.Naturalizowany w latach dwudziestych, zostaje aresztowany, pozbawiony obywatelstwa i wydalony z Francji w 1934-tym roku, za «zakłócanie porządku publicznego». Ten niejasny przepis prawny pozwalał na wydalenie z kraju niewygodnych politycznie obywateli. W istocie, nasz Rodak byl znanym działaczem związkowym. Zapisując się do partii komunistycznej przypieczętował swój los… Po drugiej wojnie Francja zniosła ten niegodny przepis. Przywrócenia go domaga się skrajna prawica. Nicolas Sarkozy chce jej dotrzymać kroku. Ot, czkawka historii…

Równie godnym podkreślenia faktem jest akcent postawiony na emigrację polską żydowskiego pochodzenia, która również emigrowała przede wszystkim z biedy. Oferując swoje tradycyjne umiejętności rzemieślnicze szewca czy krawca, odnajdujemy wielu z nich w środowisku polskich górników, gdzie łączył ich wspólny język. Emigrowali również z powodu częstych prześladowań rasowych, które utrudniały, lub uniemożliwiały, studia we własnym kraju (ghetto ławkowe, numerus clausus).
W rezultacie, przed 1940 rokiem, Żydzi polscy mieszkający w Paryżu stanowili ponad połowę Żydów pochodzących z Europy Centralnej. Wspólnie z zorganizowanym ruchem oporu dodawali odwagi zwiotczałej waleczności francuskiej.
Niewielu przeżyło kataklizm wojenny. Pozbawieni przez władze Vichy obywatelstwa bądź prawa pobytu, zostali wydaleni do Polski lub zesłani bezpośrednio do obozów zagłady…

Już po Drugiej Wojnie, pod wpływem silnej propagandy komunistycznej, pewna ilość polskich Francuzów zdecydowała się na powrót. Co mądrzejsi czym prędzej zawrócili. Za pozostałymi granice zatrzasnęły się z hukiem zamykanej trumny. Często oskarżani o współpracę z obcym wywiadem doznali politycznych prześladowań, z więzieniem włącznie…

Wystawę kończy galeria dzieł sztuki, z kilkoma najbardziej znanymi nazwiskami, takimi jak Mela Muter, Moise Kissling, Roman Kramsztyk, Józef Pankiewicz. Wielu z nich uświetniło tak zwaną „École de Paris”. Ze współczesnych artystów nie zabrakło znakomitego rzeźbiarza Pawła Jocza. Jego autoportret robi wstrząsające wrażenie. Roman Cieślewicz ma w sąsiedniej sali osobną wystawę…

Powyższe uwagi nie zwalniają nas od kilku słów krytycznych. Wystawie brakuje wyraźnej konkluzji i cierpi na poważny brak równowagi. Nie wystarczy wyeksponowanie podwójnej lojalności polskiej i francuskiej, która charakteryzuje mniejszość polską.O ile temat biednej polskiej „emigracji za chlebem”, jest traktowany w sposób wyczerpujący o tyle trwały ślad jaki pozostawiła we Francji polska inteligencja nie jest należycie uwypuklony. Nikt nie dowie się z tej wystawy, że od kilkudziesięciu lat istnieją we Francji stowarzyszenia zawodowe, np. lekarzy czy inżynierów. Czy że polscy architekci tak zasłynęli swoimi umiejętnościami, że w Paryżu istnieje nawet polska szkoła architektury.
Nie znajdziemy nazwisk wybitnych polityków polskiego pochodzenia (Gaston Palewski, Michel Poniatowski („Ponia”), Jean de Lipkowski, wybitny parlamentarzysta i europejczyk, Henri Krasucki, związkowiec komunistyczny).
Nieobecni są filmowcy (Polański !), muzycy (kompozytorzy : Aleksander Tansman i Elżbieta Sikora czy równie światowej sławy klawesynistka Elisabeth Chojnacka, słynna interpretatorka muzyki współczesnej). Nie ma mowy o niektórych poetach i pisarzach (Kazimierz Brandys, Krzysztof Jeżewski (również wybitny tłómacz), Sławomir Mrożek). Nie znajdziemy Boleslawa Biegasa, uważanego w Paryżu w latach dwudziestych za jednego z najwybitniejszych rzeźbiarzy, przedstawicieli nurtu symbolistów, ani słynnego «króla fryzjerów-fryzjera królów » (czesał królową angielską) – Antoine’a, czyli Antoniego Cierplikowskiego, który dał kobietom rewolucyjny styl „na chłopczycę”.

Po raz kolejny udaję się na te wystawę i dołączając do grupy zwiedzających, obserwuję. Padają uwagi. Co chwila słyszę, nienaganną francuszczyzną:
– pamiętam jak mi babcia mówiła, że w tej kolonii to …- a ja pamiętam, że rodzice … To «nasi» ! Wyczuwam pewna nostalgię, wzruszenie. Dochodzą do mnie słowa : – jak widzę polską flagę – serce bije szybciej. A jak grają mazurka Dąbrowskiego – oczy są mokre… Skąd ja to znam …

Jakub Winnicki, Paryż

(*)Polonia, des Polonais en France 1830 – 1981
Cité Nationale de l’Histoire de l’Immigration
Palais de la Porte d’Orée
293, Avenue Daumesnil
75012 Paris (do końca sierpnia)

fot.Kasimir Zgorecki

Reklamy

Archiwum

%d blogerów lubi to: